• Beskidzki • Bocheński • Chrzanowski • Krzeszowicki • Limanowski • Miechowski • Myślenicki • Podhalański • Proszowicki • Wadowicki • Wielicki •

Rozmowa z Mieczysławem Kordeczką
Mieczysław Kordeczka mieszka w Tymbarku. Przez wiele lat był stolarzem, dekoracje w licznych Kościołach to jego dzieło. Po przejściu na emeryturę zaczął z żoną wędrować po górach. Jak twierdzi, podziwia dzięki temu architekturę Stwórcy. Te wyprawy nieraz stają się także inspiracją do namalowania czegoś.
Artystą nie czuję się w ogóle
Z zawodu jestem stolarzem. Przez wiele lat zajmowałem się solarką budowlaną, później zacząłem wykonywać dekoracje do Kościołów, począwszy od konfesjonałów, ram i ławek, po rzeźby. W Tymbarku wszystko co z drewna to moje, ale miałem też zamówienia z różnych innych miejscowości. Zrobiłem także fotele, na których zasiadł Papież Jan Paweł II wraz z kardynałami i innymi osobami towarzyszącymi podczas wizyty w Klasztorze Klarysek w Starym Sączu. Wtedy zaczęto o mnie mówić, udzielałem wywiadów. Mówiono o mnie jak o artyście, tymczasem ja w ogóle się nim nie czuje.
Od kiedy poszedłem na emeryturę, mam więcej czasu. Powoli zacząłem próbować malować, robiłem takie pierwsze zakusy. Wcześniej nigdy nie malowałem. Jak byłem młody to dużo rysowałem ołówkiem. Od dziecka właściwie zarabiałem na tym. Za farby wziąłem się dopiero na emeryturze. Jednemu to co robię się podoba, drugiemu nie. Wszystko zależy od gustu.
W malarstwo to się właściwie teraz tylko bawię, to moje hobby. Dawniej wiedziałem tylko, że farbami olejnymi maluje się drewno, dopiero teraz używam ich do malowania na płótnie.
Nie sprzedaję swoich prac, rozdaję je. Gdy ktoś przychodzi do mnie i chce jakiś obraz, to mówię, żeby wybrał sobie któryś i wziął ze ściany. Tylko tych dwóch obrazów, które teraz wiszą u mnie w pokoju – na jednym kapliczka w lesie, na drugim drzewo, nie chcę oddać. One są namalowane akurat na tę ścianę.
Na co dzień mam kontakt z artystami. Moja córka jest artystką, maluje. Teraz 15 września będzie miała wernisaż wystawy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Limanowej. Ja natomiast się artystą w ogóle nie czuję. Właściwie to taki pacykarz ze mnie. Robię to tylko dla siebie. Nie wiem, co to natchnienie.
Czasem porwie mnie coś, usiądę i to maluję. Ale zdarza się, że jakiejś pracy nie mogę dokończyć. Mam na przykład taki obraz, co leży już od roku zaczęty, naszkicowany, i nie mam chęci go skończyć.
Maluję na płótnie olejami. Przeważnie są to krajobrazy, chociaż ostatnio mnie fascynują kaplice. To jest fenomen, że idziesz w góry, wokoło las i tylko ścieżka, a nagle na szczycie znajdujesz kapliczkę. Gdy taką znajduję, czuję, że musze ją namalować.
Po prostu coś mi się spodoba, czasem są to może drobiazgi. Zaciekawić mnie nawet trawa, kwiatek, coś z pozoru zwykłego i wtedy wiem, że chciałbym to uwiecznić. Ostatnio poszliśmy z grupą osób z miasta w góry. Gdy byliśmy już wysoko, jeden z idących z nami usiadł, popatrzył na góry, na krajobraz i powiedział: Co to za architekt był, że tak to wszystko urządził. Ja niekoniecznie muszę mieć takie inspiracje, wystarczają mi drobnostki.
Góry mają to do siebie, że chce się do nich wracać
Chodzimy po górach już od około dziesięciu lat. Wcześniej nie było na to czasu. Za młodu jeździłem tylko na zbiorowe wycieczki po całej Polsce. Zwiedzaliśmy różne miasta, podziwialiśmy architekturę, głównie kościołów. Teraz, gdy chodzę z żoną po górach podziwiam już inną architekturę – jest to architektura Stwórcy. Po prostu lubię poznawać świat. Ludzie jeżdżą za granicę, a przecież u nas jest tyle pięknych zakątków.
Szwagier był przewodnikiem i to on w nas taką ochotę do chodzenia po górach zaszczepił. To był prawdziwy tramp. Wszystkiego nas nauczył. Nie chcieliśmy tylko wspinaczki wysokogórskiej, to chyba już nie dla nas…
Zaczęliśmy tak skromnie, najpierw Beskid Wyspowy, Beskid Żywiecki, Gorce, potem Tatry, Świętokrzyskie, Sudety, Bieszczady. Przeszliśmy te pasma gór. Oczywiście powoli, to już nie te lata, by całymi dniami wędrować wiele kilometrów.
Najbardziej podobają nam się Gorce. Mają coś w sobie, coś takiego wyjątkowego. Owszem, Tatry też są piękne, ale już zupełnie inne. Zresztą, to też zależy od wędrującego. Innym Gorce mogą się przecież nie podobać, za to mogą być zakochani na przykład w Bieszczadach.
Sezon rozpoczynamy na wiosnę. Robimy tak, albo wybieramy się w dni majowe na cały tydzień, albo robimy krótsze wycieczki, jednodniowe. Podjeżdżamy gdzieś samochodem, zostawiamy go i idziemy w góry. Później w lecie podczas upałów, zostajemy raczej w domu. Z kolei dużo chodzimy po górach w jesieni. W niedzielę to raczej nas nikt wtedy w domu nie zastanie. Czasem do nas dołącza syn, czasem też córka. W zimie natomiast nie wybieramy się na takie wędrówki. Wtedy jest bardziej niebezpiecznie, trzeba mieć już odpowiedni sprzęt i przede wszystkim ubrania. Najgorsze co podczas takiej wyprawy w zimie mogłoby się przydarzyć, to przemoknięcie.
Czasem chodzimy na takie wycieczki sami, ale niejednokrotnie z całą grupą. Jesteśmy sympatykami „Klubu Beskidników”. Byliśmy już z nimi w Górach Świętokrzyskich, czy na Słowacji.
Wejść na szczyt w sumie nie jest trudno. Ale ta radość, gdy się już tam znajdzie, jest nie do opisania. Trudno wyjaśnić, skąd to się bierze. Co jest takiego wspaniałego w wejściu na szczyt? Nie wiem. Może to, że pokonało się swoją słabość. Po prostu kocham góry, kocham po nich chodzić. To jest cała odpowiedź. Wychodzisz na szczyt i widzisz przestrzeń, patrzysz daleko przed siebie. A mamy z żoną to szczęście, że zawsze jak się gdzieś wybieramy to jest pogoda.
Nie ma takich momentów, gdy staje się i stwierdza, że dalej nie można już iść. Oboje z żoną wiemy, że wejść musimy. Żona chodzi powoli, ale idzie i wejdzie wszędzie. Ostatnio mówię jej, żeby nie szła, bo jest stromo. Została. Jak tylko się oddaliłem i straciłem ją z oczu, to ona weszła na górę.
Nieraz to jest nam żal schodzić z gór, a tu czas ponagla, ściemnia się. Ostatnio to wróciliśmy o 22:00 do domu.
Góry mają to do siebie, że chce się do nich wracać. Byłem też nad morzem, ale tego się nie da porównać. Góry z każdej strony są inne, przejdzie się kilka kroków i już jest inny krajobraz, już coś innego widać. Nad morzem tymczasem dopiero jak jest sztorm, to się krajobraz zmienia. Inaczej cały czas to samo…
Nie wiemy, jak jeszcze długo zdrowie nam pozwoli tak wędrować. Pójście na Mogielicę, to dla nas taki spacerek, przechadzka. Tego się nie wyprzemy do końca życia. Jeśli chodzi natomiast o wyższe góry, dłuższą trasę, to może już nie pójdziemy wszędzie, tak jak wcześniej. Lata już nie te…
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska
Ten temat nie został jeszcze skomentowany
* Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania.
* Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń i komentarzy, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania lub usunięcia.
* Rozpowszechnianie materiałów redakcyjnych bez zgody wydawcy jest zabronione.
Wydawca: ABW GRAF Group S.C.
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2
tel./fax 012 269-90-30
biuro@abwgraf.pl
www.abwgraf.pl
Drukarnia: Drukarnia Kraków
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2a
tel./fax 012 262-95-56
marketing@drukarniakrakow.pl
www.drukarniakrakow.pl
Dodaj komentarz!
* = wymagane pole