• Beskidzki • Bocheński • Chrzanowski • Krzeszowicki • Limanowski • Miechowski • Myślenicki • Podhalański • Proszowicki • Wadowicki • Wielicki •

Jak to się wszystko zaczęło, czyli początki Sali Spektry?
Kazimierz: Wszystko zaczęło się dawno temu, właściwie tak normalnie. Każdy mógł robić, co chciał: można było zapuścić włosy, kupić gitarę, albo motocykl. Ja zrobiłem wszystkie te trzy rzeczy. I zaczęliśmy razem grać, narodziła się niesamowita pasja – muzyka. Okazało się też, że jesteśmy dobrzy...
Początkowo graliśmy w dwóch różnych zespołach. Ja w Relanium, Vienia w Body Language. Od czasu do czasu w ciągu tych kilka lat między 1997 a 2001 rokiem, czyli pierwszym etapem istnienia, nasze składy się schodziły, a to żeby zagrać wspólny koncert lub zrobić kilka utworów. Potem można powiedzieć wszystko się rozpadło. Zaczęły się studia, wyjazdy za granicę...
Nadarzyła się jednak okazja, by znowu razem zagrać. To zasługa Vienii. Zeszliśmy się tylko dzięki niemu. Zadzwonił raz do mnie w lutym tego roku i pyta: "Co ty na to, żebyśmy znowu zaczęli grać?" Oczywiście się zgodziłem. Gdyby nie ten telefon, na pewno nie gralibyśmy razem. W ten sposób też zeszliśmy się na dobre, by założyć tym razem jeden, wspólny zespół. To ile to było tej przerwy? Osiem lat...
Vienia: Dla mnie to ta przygoda się dość dziwnie zaczęła. Postanowiliśmy z kumplem założyć zespół. Obaj jednak graliśmy na gitarze, a przecież zespół nie może się składać z samych dwóch gitarzystów. Wtedy zacząłem się uczyć grać na perkusji.
Czasem do gitary jednak wracam. Teraz się niekiedy na próbach zamieniamy miejscami z Kazikiem. Ja gram na gitarze, on na perkusji.
Jaką muzykę gracie?
Kazimierz: Jeśli mnie ludzie pytają, co gramy, to określam to jako "melodyjny rock". Kiedyś byliśmy zapatrzeni w Nirvanę, czy Pearl Jam, to było widać w naszym stylu, który był bez mała grunge’owy. Dziś porównań szukałbym gdzie indziej – np. polska muzyka rockowa lat 90. Oczywiście nie jest to, to samo co Perfect, czy Róże Europy, ale zawsze jakaś cząstka ich muzyki w naszej się zawiera. To porównanie odzwierciedla zmianę w naszym podejściu do robienia muzyki. Ale sprawa inspiracji to sprawa złożona. Osobiście słucham z jednej strony rocka w różnych odmianach, ostatnio np. Pinback, czy Modest Mouse, kocham King Crimson, ale uwielbiam też klasykę polskiego rocka lat 80. i 90. Z drugiej strony mam w domu trochę płyt jazzowych, a od pewnego czasu jestem bardzo "zajawiony" niezależnym hip-hopem, podoba mi się podejście do tekstu i jego wykonania w hip-hopie. Kiedy tworzę własną muzykę, to wszystko czego słucham jest gdzieś w tle, ale sam proces twórczy jest jeszcze czymś innym i nie wynika bezpośrednio z samych inspiracji. Powoli krystalizuje nam się własny styl. Nie powielamy nikogo.
Ciągle szukamy rytmu, harmonii, świeżego riffu, niekonwencjonalnego układu, który stworzy świeżą, oryginalną całość. Z jednej strony nasza muzyka wyraża nas, ale jest to też muzyka dla ludzi – dla tych, do których trafi. Telewizja non stop lansuje "melasę", ale jest masa ludzi, którzy są już tym zmęczeni. To właśnie dla nich jest Sali Spektra. Nie zamierzamy tworzyć czegoś powtarzalnego, jak niektóre popularne dziś zespoły, nie chcemy robić tej muzycznej "papki". Nie jestem całkowicie obrażony na dzisiejszą muzykę pop. Tam prawie zawsze jest jakaś ekspresja, i osobiście cenię pop jako gatunek, ale pewnych zespołów po prostu nie szanuję. Grają one tak zwane „zapychacze”, czyli utwory, których się nie słucha, tylko puszcza na jakiejś imprezie. A to jest różnica.
Vienia: Według mnie nasza muzyka to specyficzny "misz-masz". Nie gramy jednego typu muzyki. W naszych kawałkach są elementy rocka, grunge’u, metalu, a nawet funky. Kiedyś dużo słuchaliśmy Red Hot Chili Peppers, Nirwany. Głównie jednak chodzi o to, by robić własną muzykę. Dla mnie to jest "fajny rock", w pewnym stopniu dość łagodny, czasem tylko są wmieszane w kontekst cięższe riffy.
Czym jest dla was muzyka?
Kazimierz: Muzyka to jest dziwna rzecz, chyba najbardziej osobliwa w moim życiu, dlatego taka fascynująca. Z jednej strony jest w mojej głowie, z drugiej istnieje dzięki warunkom technicznym i technologicznym, które ją "materializują", instrumenty, nagłośnienie itd. Na przykład twoje palce mogą nie nadążyć za tym, co słyszysz, co chciałbyś zagrać, bo zbyt wolno chodzą po gryfie, a kiepskie nagłośnienie może "spaścić" dobry koncert. Dobrze jest słyszeć muzykę, jeszcze lepiej ją grać, cieszę się, że spotkał mnie ten przywilej.
Przez okres studiów nie grałem. Robiłem tylko muzykę elektroniczną, przy pomocy różnych programów. Ale to było tak tylko dla siebie. Tutaj z kolei, gdy gramy razem, gdy jest moc, to trzeba z tą muzyką wyjść do ludzi. Myślę, że możemy parę kroków zrobić, coś nam mówi, żeby iść dalej...
Paweł: Muzyka jest naszą pasją. Ja osobiście jestem zafascynowany tym "melodyjnym rockiem", lubię to robić.
Vienia: Jesteśmy zespołem, można powiedzieć, undergroundowym. Nie zależy nam na zbiciu jakiejś fortuny. Owszem, chcemy wyjść do ludzi, ale nie po to, żeby "trzepać kasę".
Co jest dla was największym sukcesem?
Kazimierz: Dla mnie największym sukcesem jest to, że w ogóle istniejemy, że możemy grać, że robimy własną muzykę, która trafia do ludzi.
Cała przygoda zaczęła się w 1997 roku. Każdy z nas uczył się grać sam. Kiedy zaczynaliśmy, ciągle pojawiały się głosy, że jesteśmy "kalką", "duplikatem" zespołów, których słuchamy. Początkowo nie mogliśmy się z tego wyzwolić. Teraz nareszcie to nam się udało.
Zawsze można stanąć przed lustrem i powiedzieć: "jestem piękny". Ale co z tego? Co z tego, skoro ludzie tak samo nas nie ocenią. Ale skoro publiczności już się nasza muzyka podoba, to jest to dobry prognostyk na przyszłość.
Zdumiewające jest to, że ludzie, którzy po raz pierwszy nas słyszeli na koncercie na przykład na Dniach Tymbarku, reagowali entuzjastycznie. Prawda jest taka, że do ludzi tutaj z muzyką rockową trudno dotrzeć. Fajne jest to, co ma "prestiż", co pokazują w telewizji. A co i kogo pokazują, to wiemy...
Najcenniejszy jest ten moment, gdy przychodzą do nas ludzie po koncertach. Raz przyszedł kolega i powiedział: "No zaj**** zagraliście, a pierwszy kawałek roz****!" Czyli nasza muzyka się podoba. Warto grać, bo jest odzew ze strony ludzi, którym podoba się to, co robimy.
Teraz kolejny sukces, że w ogóle mamy nowego basistę. Na tym terenie strasznie jest trudno o sekcję rytmiczną, o basistów i perkusistów. To, że teraz udało nam się znaleźć basistę, po tym jak odszedł poprzedni, to naprawdę duży sukces.
Mamy szczęście, że na naszych koncertach ludzie odpowiadają na nasza muzykę. Trzeba przyznać, że tu przeważnie każdy jest przyzwyczajony do siedzenia przy piwie i ewentualnie słuchania czegoś "przy okazji". Nam jednak udało się publiczność ożywić. Zaczęła reagować, zaczęła skakać.
Paweł: Gdy jeszcze nie byłem w zespole, sam skakałem na ich koncercie. Strasznie mi się podobało, jak grali.
Vienia: Jedyne co stoi nam na drodze, to czas. Kiedyś przed koncertem ćwiczyliśmy nawet cały tydzień. Teraz niestety nie ma na to czasu.
Przed koncertem zawsze jest trema. Coś takiego jest wewnątrz, w środku nas, że myślimy "ale porażka", że nam się nie uda. A wtedy jest reakcja ludzi. Super jest, gdy biją brawo.
Czy zamierzacie wydać płytę?
Kazimierz: Dla mnie, w graniu w zespole najważniejsze są dwie rzeczy: koncerty i wydanie własnej płyty. Chcielibyśmy nagrać materiał, i sami siebie usłyszeć z perspektywy słuchacza. Pracujemy nad 14-piosenkowym albumem, ale na razie musimy się jeszcze "dograć", zgrać. W tym składzie jesteśmy od niedawna. "Odmłodziliśmy" teraz o połowę basistę. Poprzedni miał ponad 30 lat, Paweł ma lat 15 i gra z nami dopiero od paru miesięcy. Wszystko wymaga czasu.
Vienia: Na przełomie lutego i marca zamierzamy nagrać płytę. Oczywiście na własny koszt. Ciężko jest znaleźć sponsora, dlatego szukamy w miarę taniego studia.
Gramy niestety tylko raz w tygodniu. Kazik i ja pracujemy, Paweł chodzi do szkoły. Jednak staramy się grać, gdy tylko mamy czas. Jeśli już się spotkamy, to ćwiczymy długo, po pięć godzin minimum.
Muzyka i słowa waszych piosenek – kto jest ich autorem?
Vienia: Teksty pisze Kazik. On wymyśla też riffy gitarowe do utworu. Potem przychodzimy na próbę i wspólnie dogadujemy się, jak ma wyglądać bas i perkusja.
Całość wymaga oczywiście bardzo wielu prób. Na każdej próbie dochodzi coś nowego, jakiś nowy riff, czy przejście na basie. Dopracowanie całości trochę trwa.
Nazwa zespołu – skąd się wzięła "Sali Spektra"?
Vienia: W każdym zespole są różnice zdań, nie zawsze jest różowo. U nas też tak było, właśnie w przypadku nazwy. Powiem od razu. Upierałem się przy innej nazwie, mianowicie Salispectrum.
Kazimierz: Po tym, jak się zgodziliśmy na nazwę Sali Spektra, Vienia zamówił sobie na allegro czapkę z napisem Salispectrum. I do dziś ją nosi, a ja do dziś nie wiem dlaczego.
Ale skąd się wzięła Sali Spektra? Gdy było już pewne, że będziemy grać, mieliśmy trzy pomysły na nazwę. Jedną było "Tym Bardziej Dobra" – zawierałyby się w niej nazwy dwóch miejscowości, z których pochodzimy: Tymbark i Dobra. Kolejną nazwą był "Kombinat", dlatego że na początku musieliśmy dużo kombinować, jak chcieliśmy pograć, na przykład pożyczać sprzęt.
W końcu przyszła nazwa Sali Spektra. Wpadłem na nią jadąc autobusem. Jest w niej pewien klucz. Trzeba ją traktować jako frazę, dlatego pisana jest z polska. Chodzi tu o salę i jej spektra, czyli widoki – spektra sali. Ta nazwa odzwierciedla coś, co w muzyce i jej graniu jest kluczowe, mianowicie odbiorca, a raczej transmisja między twórcą a odbiorcą, przekaz. Odbiorca swoją wrażliwością buduje odbiór muzyki, dlatego w pewnym sensie buduje też jej tożsamość, z drugiej strony twórca swoją muzyką pobudza, odkrywa wrażliwość odbiorcy, sugeruje mu pewne obszary w nim samym. To jest właśnie niezwykłe w muzyce, że jest medium. Parafrazując Jimma Morrisona: "Jest sala i są spektra, my jesteśmy tą salą a wy tymi spektrami". Jest w tej nazwie coś uniwersalnego. Każdy zespół wcześniej czy później musi skonfrontować się z publicznością. Na tym polega sztuka w ogóle. To zawarte jest właśnie w tej sali. Jesteśmy tym, jak zadziałamy naszą muzą. To ten moment, gdy gramy dla publiczności.
Poza tym wydaje mi się, że ta nazwa brzmi dobrze. Oczywiście każdemu najpierw kojarzy się z Sali Spectrą, bohaterką "Mody na sukces", matroną, kobietą, która rządziła. To dobrze. To skojarzenie od razu wywołuje rekcję, pobudza. A to jest kluczowe w nazwie – musi być chwytliwa.
Ta nazwa przyszła sama, błysk intuicji. A dopiero później odkryłem, co ona znaczy. Jest w niej pewien komunikat. Nazwa musi mieć znaczenie, musi oddawać idee zespołu. I tak właśnie w naszym przypadku jest.
rozmawiała: Anna Maria Piątkowska
konsultacja muzyczna: Piotr Borek
SALI SPEKTRA - do boju, do boju, do boju!
* Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania.
* Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń i komentarzy, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania lub usunięcia.
* Rozpowszechnianie materiałów redakcyjnych bez zgody wydawcy jest zabronione.
Wydawca: ABW GRAF Group S.C.
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2
tel./fax 012 269-90-30
biuro@abwgraf.pl
www.abwgraf.pl
Drukarnia: Drukarnia Kraków
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2a
tel./fax 012 262-95-56
marketing@drukarniakrakow.pl
www.drukarniakrakow.pl
Dodaj komentarz!
* = wymagane pole