• Beskidzki • Bocheński • Chrzanowski • Krzeszowicki • Limanowski • Miechowski • Myślenicki • Podhalański • Proszowicki • Wadowicki • Wielicki •

Ich utwory powstają spontanicznie, starają się, jak mówią, przenieść na instrument to, co im gra w duszy. Robert "Szpila" (perkusja), Jacek (gitara, wokal), Grzesiek "Płaski" (bas) jako zespół grają razem ponad pięć lat.
Na swoim koncie mają już dwie demówki, mnóstwo koncertów w wielu miastach Polski, a nawet dwa profesjonalne teledyski, których autorem jest Krzysiek (reżyser, operator) - "dobry duch" zespołu.
Jak nazwalibyście muzykę, którą gracie?
Robert: Zawsze to jest trudne pytanie. Teraz gramy hard rock. Oczywiście czasem jest bardziej melancholijnie, czasem bardziej ostro. Poza tym każdy z nas uwielbia muzykę! Prawdziwą muzykę, nie to, czym karmią nas komercyjne radia i telewizja. Lubimy dobry metal, hardcore, ale możemy też słuchać innych rzeczy.
Muzyka – czym jest dla Was?
Robert: Muzyka to nasza pasja. Piszemy ją wspólnie. Wszystko wychodzi spontanicznie, cały czas eksperymentujemy. Najpierw Jacek coś wymyśli, a my dopasowujemy resztę. To jest totalny "spontan". To, co komu w duszy gra, staramy się przenieść na instrument. Owszem, czasem się nie zgadzamy, ale to dobrze. Gdybyśmy zawsze byli zgodni, to by to było zbyt cukierkowe. Muszą czasem pojawić się jakieś zgrzyty.
Nie gramy po to, żeby coś osiągnąć. Po prostu lubimy grać, robimy to przede wszystkim dla siebie. Ktoś może powiedzieć, że to "chłam", ale nie każdemu musi się przecież nasza muzyka podobać. Fajnie byłoby się z tego utrzymać, ale nie jest to nasz główny cel.
Kiedy zaczynaliśmy, nie wiedzieliśmy nic. Grzesiek próbował wtedy grać na perkusji, a ja na basie. Nikt z nas nie wyszedł ze szkoły muzycznej. Po prostu kochamy muzykę. Życie nieraz jest smutne, a to jest dla nas dobra zabawa. Poza tym poznaliśmy i poznajemy nadal mnóstwo ludzi, którzy tak jak my też uwielbiają muzykę. To jest naprawdę bardzo istotne.
Grzesiek: Przede wszystkim jednak jesteśmy przyjaciółmi. Spotykamy się, rozmawiamy, a ponieważ kochamy muzykę – gramy razem.
W tamtym roku w "NS Studio Piotr Pietrzak Chełmiec" nagraliśmy demówkę "Liberate tute me ex inferis". Jest na niej sześć utworów nagranych na tzw. "setkę". Teraz przymierzamy się do czegoś bardziej profesjonalnego, o ile oczywiście pozwoli nam czas i sytuacja materialna.
Teksty piosenek – co chcecie w nich przekazać?
Grzesiek: Kiedyś śpiewaliśmy po angielsku, ale teraz piszemy wyłącznie polskie teksty. To bardziej trafia do ludzi, nie każdy przecież musi znać angielski. Czasem są o niesprawiedliwości, czasem o miłości, może trochę destrukcyjnej, ale o miłości.
Robert: Niektóre są dobre, niektóre średnie. Ciężko napisać dobry tekst. Chcielibyśmy jednak teraz, o ile nam czas pozwoli, bardziej przyłożyć się do tekstów. Chcemy, by były bardziej profesjonalne. Czasu mamy jednak coraz mniej. A brak czasu to duża przeszkoda.
Szukamy też wokalisty. W trzech jest naprawdę trochę ciężko taką muzykę grać. Przydałby nam się wokalista, jednak nie możemy go znaleźć od roku.
Teledysk – jak powstał?
Robert: W nagranie klipu włożyliśmy dużo pracy. Jest to teledysk z fabułą. Nie mieliśmy profesjonalnych aktorów, ale znaleźliśmy znajomych, którzy, trzeba przyznać, zagrali świetnie.
Najwięcej roboty miał jednak Krzysiek. On jest naszym reżyserem, choreografem i montażystą. Krzysiek to "dobry duch" zespołu. Nie opuszcza żadnej próby, zawsze jest z nami, doradza. Poznaliśmy się przy kręceniu pierwszego klipu. Ten teledysk miał być wtedy jednocześnie pracą dyplomową Krzyśka.
Krzysiek: Same zdjęcia do ostatniego klipu trwały trzy dni, ale przygotowania co najmniej miesiąc. Graliśmy w starej rafinerii, więc trzeba było załatwić lokalizację.
Fabuła teledysku to analogia do słów piosenki. Jest to jakby "opowieść przez zwierciadło", z punktu widzenia bohatera. Treść można byłoby określić jednym zdaniem: Ludzie często szukają cząsteczek w atomach, a nie widzą drugiej osoby.
Koncerty – który z nich zapamiętaliście najbardziej?
Robert: Każdy koncert jest fajny. Jest na żywo, są ludzie. Wiadomo, że jeden jest udany, inny nie. Raz na koncercie przewrócił mi się stojak z werblem. Wtedy niestety graliśmy tylko dwa utwory, więc przed końcem nie zdążyłem ustawić z powrotem.
Gdy występowaliśmy jeszcze w pięcioro, pojechaliśmy na "Mayday Rock Festiwal" w Głogowie. Był to jeden z najlepszych koncertów, taki w pełni profesjonalny. Byliśmy też w pierwszej dziesiątce na "Rock Autostrada" w Proszówkach. To dość spore osiągnięcie, zwłaszcza że przyjechały zespoły z innych krajów.
Na koncerty wyjeżdżamy dość często. Jeśli natomiast chodzi o Limanową, to tu gramy tylko w "Nostalgii". To jedyna knajpa w mieście, gdzie coś się dzieje. Tylko tu organizowane są koncerty. W ubiegłym roku zrobiliśmy tutaj premierę klipu. Obchodziliśmy też wtedy rocznicę pięciolecia istnienia zespołu. Zaprosiliśmy kapelę z Bytomia, a na telebimie leciał nasz teledysk. Lubimy tu grać. Czasem zapraszamy jedną lub dwie kapele i gramy razem.
Chcemy przy okazji złożyć podziękowania dla Michała Mroczka, właściciela "Nostalgii", który zawsze nam pozwala te koncerty urządzać i pomaga w ich organizacji. Wiadomo, że zaproszenie kapeli z innego miasta trochę kosztuje, ale on jeszcze nam nie odmówił.
Miasto takich imprez dla młodzieży nie organizuje.
Jak w okolicy jest odbierana Wasza muzyka?
Robert: Młodzi ludzie przychodzą na nasze koncerty. Nie tylko znajomi, ale i tacy, którzy po prostu chcą nas posłuchać.
Jeździmy na koncerty w różnych częściach Polski, promujemy miasto. Jako jedyni na tym terenie nagraliśmy już dwa profesjonalne klipy, które można też obejrzeć na www.teledyski.onet.pl i na www.youtube.com. Poza tym naszą muzykę nadaje radio internetowe RMF MUZZO.
Ludzie jednak często rzucają nam kłody pod nogi. Jesteśmy poirytowani tym, że w tym roku Urząd Miasta Limanowa nie dał nam żadnych środków z budżetu. W ubiegłych latach zawsze coś dostaliśmy. Nie mówię tu o wielkich kwotach. Wystarczyłoby choć trochę, choćby na wyjazd na koncert. Tymczasem teraz nikt o nas nie pomyślał.
Żal nam jest tych młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają coś robić, przymierzają się do grania. W Limanowej naprawdę jest ciężko. Niektórzy potrafią obrzydzić wszystko.
Sweet Silence - Skąd wzięła się nazwa zespołu?
Robert: Nazwę wymyśliliśmy przypadkiem. Siedzieliśmy przy piwie i tak jakoś wyszło. Kolega powiedział "Nazwijmy się Sweet", ja dodałem "Silence" i tak zostało. Bardziej dla żartu...
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała: Anna Maria Piątkowska
Konsultacja muzyczna: Piotr Borek
Więcej informacji o Sweet Silence na stronie internetowej: www.sweetsilence.yoyo.pl
Ten temat nie został jeszcze skomentowany
* Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania.
* Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych ogłoszeń i komentarzy, oraz zastrzega prawo do ich przeredagowania lub usunięcia.
* Rozpowszechnianie materiałów redakcyjnych bez zgody wydawcy jest zabronione.
Wydawca: ABW GRAF Group S.C.
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2
tel./fax 012 269-90-30
biuro@abwgraf.pl
www.abwgraf.pl
Drukarnia: Drukarnia Kraków
31-716 Kraków
ul. Przewóz 2a
tel./fax 012 262-95-56
marketing@drukarniakrakow.pl
www.drukarniakrakow.pl
Dodaj komentarz!
* = wymagane pole